Blog / Może pan zapali marcheweczkę?

Może pan zapali marcheweczkę?

 10.11.2011 
Agata Grabowska
Agata Grabowska

Nic nie sprawia więcej uciechy, nic nie ma więcej wdzięku w marketingu jak przewrotność i rodzące się z niej zaskoczenie. Spodziewasz się jednego, a dostajesz drugie, inne, niecodzienne. Zbyt wiele produktów jest bowiem do bólu przewidywalnych, konwencjonalnych i przez to nudnych.

Jak sok pomarańczowy to pysznią się cytrusy na tekturowym pudełku w kształcie obowiązkowo prostopadłościanu, jak proszek to białe granulki w worze, jak czekolada to przecież nie okrągła. Wiem, wiem – takie są kody i zasady konkretnych kategorii, nie ma co udziwniać, nie ma co konsumentowi z mózgu wody robić, życia mu utrudniać. Musi przecież w biegu i z zamkniętymi oczami wybrać z półki to, co trzeba i biec dalej w szaleńczym slalomie między mrożonkami, orzeźwieniem w butelce i waniliową rozkoszą w srebrnej folii. I w badaniach my też często słyszymy – zwłaszcza na temat opakowań – wciąż to samo. Ludzie lubią piosenki, które już słyszeli. Lubią to, co znają. Więc na soku musi być soczysta pomarańcza. Prawda to nasza powszechna. Fajnie jednak jak ktoś to przełamie, jak mrugnie okiem, wywiedzie nas na manowce. Popatrzcie na prace Daizi Zheng, która w ramach projektu Stereotypy stworzyła między innymi marchewkowe „papierosy”, czyli przegryzkę ze świeżej marchewki w kształcie i w opakowaniu do złudzenia przypominające papierosy. A także „frytki” z selera i „pigułki” z suszonej jagody. Jest i mrugnięcie okiem, i przewrotne podejście do kategorii i opakowania. Piszę to ze smutkiem patrząc na torebkę najnudniejszej herbaty na świecie. W zwykłym woreczku, ze sznureczkiem, żółtą zawieszką. Jak ona by się chciała zmienić, odżyć, mrugnąć do nas okiem.

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...

Imię
Email
Komentarz


Wpisz litery, które widzisz na obrazku powyżej.
Pojawiają się tylko litery od A do Z.
Wielkość znaków jest nieistotna.